I rzekł do nich Jezus:«Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!(...)»Mk 16,15
"Każdy spragniony i słaby dziś
Niech przyjdzie do źródła,
W wodzie zycia zanurzy się,
Ból i cierpienie niech odpłyną w dal,
W morzu miłości serca uleczy dzisiaj Pan"
Bardzo często czy to tu na blogu czy na forum czy gdziekolwiek w inny miejscu rozmowy na temat religii chrześcijańskiej kończą się argumentami typu: Bo kościół odszedł od nauczania Jezusa, że księża śpią z kobietami, mają dzieci, że zamiast ubóstwa w Kościele to jest dobrobyt. Że księża są chamami itp. sami zapewne moglibyście dodać tutaj niejedną dziesiątkę takich argumentów... A ja mówię wam:
No i co z tego?
Czytając Pismo Święte zwłaszcza Stary Testament co chwile są jakieś morderstwa, gwałty, cudzołóstwo, jeszcze oczywiście też bardzo dużo dobrego, ale jest strasznie dużo sytuacji gdzie Izraelicie odchodzili od Boga, składali ofiary innym bogom itp.
No i co z tego?
Zalążek Kościoła- 12 apostołów wybranych przez Jezusa, jeden zdradził, jeden się wyparł, kiedy Chrystus umierał na krzyżu tylko jeden był przy nim. A gdzie była reszta? Uciekła jak tchórze, chociaż widziała wielkie znaki i cuda które dokonał Jezus, chodź mówił im że musi umrzeć aby zbawić świat, to jednak uciekli.
No i co z tego?
Kościół został zbudowany głownie na dwóch ludziach- św. Piotrze i św. Pawle. Piotr w chwilach bliskości z Bogiem mógł za niego oddać swoje życie, sam tak mówił, a potem trzykrotnie się go zaparł. Paweł był mordercą i to nie takim co tam raz kogoś zabił, on na skale masową zabijał chrześcijan, zwalczał religie.
No i co z tego?
Czytając rodowód Jezusa w ewangelii wg. św. Mateusza znajdujemy tam dwie prostytutki, morderców, kłamców.
No i co z tego?
I nawet nasze życie, moje też, które pełne jest grzechów, zdradzania Jezusa.
No i co z tego?
Historia narodu Izraelskiego, historia Kościoła, historia każdego z nas to historia grzechu i ogromnej Bożej łaski. I właśnie przede wszystkim ogromnej Bożej łaski.
Przypatrzmy się Izraelowi. Państwo które z logicznego i historycznego punku widzenia istnieć nie powinno. Malutkie państwo wielokrotnie było pod niewolą różnych innych mocarstw- Rzymskiego, Asyryjskiego, Babilonii, Greków. A jednak istnieje do dziś.
Czy to przeszkodziło Bogu by dokonać odkupienia? By doprowadzić Izraela do ziemi obiecanej? By wyzwalać Izraela? Czy to przeszkodziło Bogu by założyć Kościół? Czy nasze obecne życie przeszkadza Bogu by móc nas doprowadzić do zbawienia?
Czy takiego mamy Boga, żeby człowiek mógł pokrzyżować jego plany? Czy tak słabego mamy Boga? Historia pokazuje że chodź człowiek wielokrotnie odchodził od Boga, to jednak Bóg zawsze realizował swój plan.
Św Paweł pisze: "Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska". Rz 5, 20b
Jezus dał obietnice Piotrowi: "Ty jesteś Piotr czyli Opoka i na tej opoce zbuduje Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą" Mt 16,18
Bóg dał obietnice Piotrowi że na nim zbuduje Kościół i że bramy piekielne tego Kościoła nie przemogą. Jeśli więc ktoś mówi że Kościół odszedł od Boga, że w Kościele nie ma żywego Chrystusa, to tym samym mówi że bramy piekielne go przemogły. A tym samym czyni Chrystusa kłamcą, bo słowa które wypowiedział nie sprawdziły się...
Jeśli grzech człowieka możne przeszkodzić Bogu który jest wszechmogący... To chyba coś jest nie tak. Może coś źle pojmujemy?
Trochę tu tak chaotycznie napisałem to wszystkie. Nie będzie tu jakiegoś zakończenia. Zostawiam wam to do przemyślenia.
Szalom
Jak to jest z tym nawróceniem? Po co to w ogóle? I czy warto? Czy po prostu nie lepiej żyć tak jak się żyje i nie przejmować się sumieniem itp. Bo tak jest łatwiej, bo tak mniej od nas wymagają. Nie będę tu wchodzisz w sferę czy Bóg istnieje czy nie, bo jeśli ktoś go spotkał to nawrócenie staje się czymś oczywistym. Ale przeważnie jest tak że jeśli ktoś się nawraca to nie ze względu na Boga tylko z pragnienia serca (później dopiero człowiek zauważa że to pragnienie już było Bożym działaniem i że to Bóg poprowadził człowieka ku sobie, a człowiek dał się poprowadzić). Ale przeważnie jest tak że człowiek idzie za "zrywem serca" i ważne jest by nie zagłuszyć tego w sobie i nie przejść obojętnie. Bo każdy człowiek stanie albo już stanął przed pytaniem, tak jak moja znajoma której wypowiedź chciałbym tu przytoczyć:
„(…) a moje nawrócenie zaczęło sie w sumie od tego że pojechałam na woodstock jak miałam 19 lat i tam taka moja koleżanka mówiła coś o jakiś rekolekcjach i czytaniu Pisma Świętego i ja nagle poczułam taki smutek ,ze nigdy już nie będę mogła czytać Pisma Świętego ,taka jakaś tęsknotę i to było takie dziwne bo nigdy Pisma Świętego nie czytałam...i później tam siedziałam taka zmęczona, pijana/skacowana wśród tych pijanych i naćpanych osób i nagle miałam taki przebłysk ,ze mogę wybrać dobro albo zło i to zależy ode mnie co wybiorę i popatrzyłam sie na to wszystko wokół mnie i stwierdziłam że nie chce tego, że wybieram dobro i bardzo, bardzo opornie mi później szło (…)”
I tu przypomina mi się taka cudowna piosenka:
http://www.youtube.com/watch?v=Cys0YjTzebc
Ja nawróciłem się tak wstępnie (bo nawracanie się jest procesem bardzo długotrwałym i od momentu podjęcia decyzji jeszcze wiele razy człowiek wpadnie w wiele różnych gówien, ważne tylko żeby się podnieść i iść dalej, bo taka droga bardzo przybliża do Boga i Bóg na tej drodze jest i towarzyszy- i teraz dopiero z biegiem wielu lat widzę że Bóg był zawsze przy mnie, że nie pozwolił mi odejść zbyt daleko od siebie, że zawsze mnie z powrotem przyciągał- za co chwała Panu). No ale wracając do mojego nawrócenia- to miało ono miejsce w pierwszej klasie gimnazjum. Do tej pory miałem straszy ignoranckie podejście to Kościoła, sakramentów i wszystkiego i po 3-y dniowych rekolekcjach u nas w parafii (z tych rekolekcji ani słowa nie pamiętam) poczułem naglę takie pragnienie i przynaglenie aby się wyspowiadać, żeby to życie sobie jakoś ułożyć, żeby zacząć wszystko od nowa. I pamiętam że ksiądz rekolekcjonista powiedział że jeśli ktoś chciałby się u niego wyspowiadać to przez cały dzień można go znaleźć gdzieś na plebani i po zajęciach poszedłem go poszukać i nie mogłem go znaleźć i gdy już odpuszczałem- naglę się pojawił i zagadałem do niego prosząc o spowiedź i weszliśmy do kościoła- a w kościele nie było ani jednej osoby tylko my we dwoje no i się wyspowiadałem. Pamiętam że po spowiedzi poczułem coś niesamowitego, ogromna radość i wolność i tak zaczęła się moja droga z Jezusem.
Chciałbym wam polecić również pewne nagranie z duszpasterstwa akademickiego beczka z spotkania pt.: „Open z gangsterem - Piotrem Stępniakiem i jego ekipą” . Są to świadectwa byłych narkomanów na końcu gangstera który zajmował się handlem prostytutkami, narkotykami. Należał do zorganizowanej grupy przestępczej, wiele lat spędził w więzieniu, a po nawróceniu o którym opowiada zajmuje się ewangelizacją. To jest naprawdę coś niesamowite:
Są teraz wakacje- dla jednych wielki czas Bożej łaski i nawrócenia dla innych czas wpadanie w nałogi i coraz większe gówno.
A Ty jak chcesz je spędzić?
Chciałbym wam polecić parę sposobów na spędzenie tych rekolekcji z Bogiem, bo co może niektórych z was dziwić- we wakacje po prostu są setki różnych zorganizowanych „wakacji z Bogiem”.
Np. Sercańskie rekolekcje młodzieżowe (w Chorwacji, na kajakach, pod żaglami, wędrowne)
Z franciszkanami na Górze św. Anny:
http://www.swanna.pl/rekolekcje.htm
Z jezuitami na rekolekcjach ignacjańskich:
http://www.rekolekcje.vel.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=50&Itemid=40
Lub z jezuitami dla młodzieży:
Piesza pielgrzymka do Częstochowy z Myślenic (4-11 sierpnia)
Szalom :)
Seksmisja to tytuł tegorocznych rekolekcji wielkopostnych które odbyły się u Dominikanów w Krakowie. Prowadził je ks. Mirosław Maliński, znany z działalności duszpasterskiej a także z wielu książek które napisał.
Miałem okazje w nich uczestniczyć i po prostu jestem zachwycony :) Dlatego też pragnę polecić wam grania z tych rekolekcji. Sposób w jaki mówił o tych sprawach był rewelacyjny, praktycznie w ogóle nie powoływał się na chrześcijaństwo, mówił bardziej jak psycholog. Co parę minut w czasie jego konferencji w bazylice wybuchał śmiech. Nikomu nic nie narzucał, tylko proponował aby pomyśleć nad własną filozofią życia. Jego argumentacja nigdy nie wyglądała np. bo Kościół to, bo Kościół tamto. Podawał przykłady z życia i świadectwa ludzi z którymi przebywał. Słuchało się go z otwartymi ustami. Konferencje poruszały tematy: zamieszkania razem bez ślubu, współżycia przed ślubem, oczekiwań męża od żony i żony od męża, a także ojcostwa i macierzyństwa oraz wychowywania dzieci. Tematyka bardzo obszerna więc każdy znajdzie w tym coś dla siebie. Mi jako studentowi podobały się wszystkie konferencje i dlatego też wam polecam aby wszystko przesłuchać :)
Oto linki do nagrań:
Konferencja pierwsza:
Konferencja druga:
Konferencja trzecia:
Szalom :)
Nic tu od siebie nie napisze, powiem tylko tyle że popłakałem się słuchając tego świadectwa co wcześniej mi się nigdy nie zdarzyło. Nie sugerujcie się tytułem, świadectwo to jest o czymś znacznie głębszym i większym.
Link:
Szalom
Linki do filmu o Duchu Świętym i jego działaniu, które podałem w pierwszej notce przestały być aktywne, jeśli ktoś jeszcze nie oglądał to naprawdę polecam :)
Oto nowe linki do tego filmu:
1)http://www.youtube.com/watch?v=aGiK52FCcZw
2)http://www.youtube.com/watch?v=WE5MTPH_xKg
3)http://www.youtube.com/watch?v=3syy76AscgY
4)http://www.youtube.com/watch?v=umXmMfzCvwI
5)http://www.youtube.com/watch?v=XpDhN_phYl8
Informacje o tym filmie jak i notka o nim jest na tym blogu jako pierwsza notka "Na początek :)"
Szalom
"Znam twoje czyny, ze ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący. A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chce cię wyrzucić z moich ust" Ap3 3,15-16
Co to znaczy być letnim? W odniesieniu na życie chrześcijańskie to taka postawa że tak trochę wierze i tak trochę nie. Z niektórymi rzeczami się zgadzam a inne uważam za dziwactwa Kościoła. Że tak w sumie jestem chrześcijaninem ale tak jakoś nie żyje według zasad chrześcijańskich.
I w byciu letnim często jest tak że człowiek słyszy setni argumentów przeciw Kościołowi i z tymi argumentami się zgadza, widzi wszędzie zło i słabość Kościoła. I doskonale rozumiem taką postawę. I mógłbym bronić Kościoła, pisać argumenty... ale nie o to chodzi... Bo wiara ma nie być z mądrości słowa ludzkiego ale z mocy Bożej.
I dla takiego człowiek (letniego) wszystko to co mówi Kościół, co proponuje, do jakiego życia namawia nie ma nic wspólnego z wolnością, wręcz przeciwnie...
Aby mówić o wolności w chrześcijaństwie trzeba powiedzieć że wolności doświadcza ten który jest gorący. I im ktoś głębiej wierzy tym na poczucie większej wolności.
Chrystus mówi: "Jeśli ktoś chce iść za Mną niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i mnie naśladuje" Łk 9,23 Na podstawie tych słów trudno mówić o wolności. I w przechodzeniu z "stanu" letniego do gorącego też nie ma wolności. Jest pragnienie wolności. A gdy się to przejdzie (bo naprawdę da się to przejść, a sam okres przechodzenia często jest "dobrym" okresem) otwiera się całkowita nowa rzeczywistość:
"Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał" Ps 37,5
Gdy człowiek zaufa Bogu i odda mu swoją wole, da się poprowadzić. I wola Boga stanie się dla człowieka jego wolą. To paradoksalnie wtedy będzie najbardziej wolny. Bo co to znaczy być wolnym? To jest stan w którym człowiek się nie boi, niczym nie jest zniewolony, nic go nie ogranicza, jest po prostu wolny.
I taką prawdziwą wolność można odczuwać prze Bogu.
"W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości" 1J 4,18
Nie ma lęku przed piekłem... nie ma przymusu-"wierz albo do piekła". Bo największym pragnieniem człowieka zaczyna być własnie pragnienie przebywania przy Bogu, miłości, pełnienia jego woli, życia według jego "zasad".
I to co On mówi przez Kościół jest dla człowieka czymś pięknym, czym co ma sens. A życie wg. takich zasad zaczyna być czymś oczywistym. I nie jest to już: to wolno tego nie wolno. Bo to by było niewolą.
Człowiek napełnia się pokojem który Bóg daje. Znika strach i lęk przed dniem jutrzejszym. Człowiek ufa Bogu i nic go złamać nie może. Nie boi się o to co będzie za 5,10 lat bo o to się Bóg zatroszczy.
Znika strach przed śmiercią...
Modlitwa staję się pragnieniem, nie dlatego że trzeba, nie dlatego że należy itp.
Bóg całe życie napełnia pokojem, szczęściem i radością. Często nie takim jakby nam się wydawało. Bo człowiek może być biedny, żyć ubogo, ledwo wiązać koniec z końcem ale własnie w tym być z Bogiem i być szczęśliwym.
I nie da się tego osiągnąć własnymi siłami... Potrzebujemy do tego Ducha Bożego. Więc prośmy go o to. Bóg będąc miłością bardzo chętnie rozdaje, wystarczy poprosić.
Trzeba podjąć trud pójścia za Chrystusem, trud zaufania. Ale w tym trudzie będzie Bóg, który BĘDZIE. "Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?" Rz 8,31
I nie da się beż Kościoła, bo on daje nam sakramenty, wskazuje Boga i co najważniejsze daje nam Boga w Eucharystii.
Bo sam Bóg stworzył Kościół, więc trochę zaufania :D
Redakcja